Harry Potter Fan Fiction: Złota Czwórka: W poszukiwaniu prawdy
Rozdział 1
,,Poważna sprawa’’
Była zima. Padał śnieg. To bardzo miłe uczucie, gdy zdajesz sobie sprawę, że każdy z tych tysiąca kryształowych płatków jest inny. Mimo tego, pasują do siebie jakby były takie same. Tak jest też z ludźmi. Mam wrażenie, że tylko ja odstaję od reszty. Nie, to nieprawda, że każdy człowiek jest wyjątkowy. Według mnie, wszyscy są po prostu dziwni na swój sposób.
Na przykład, Lavender nie może rozstać się z jej różową opaską. Czasem nawet zasypia z nią na głowie, a przynajmniej tak twierdzi Parvati Patil.
Rozdział 1
,,Poważna sprawa’’
Była zima. Padał śnieg. To bardzo miłe uczucie, gdy zdajesz sobie sprawę, że każdy z tych tysiąca kryształowych płatków jest inny. Mimo tego, pasują do siebie jakby były takie same. Tak jest też z ludźmi. Mam wrażenie, że tylko ja odstaję od reszty. Nie, to nieprawda, że każdy człowiek jest wyjątkowy. Według mnie, wszyscy są po prostu dziwni na swój sposób.
Na przykład, Lavender nie może rozstać się z jej różową opaską. Czasem nawet zasypia z nią na głowie, a przynajmniej tak twierdzi Parvati Patil.
Wracałam z Hogsmeade. Przyduża czapka o mało nie została strącona z mojej głowy przez silny wiatr. Przyglądałam się soplom lodu zwisającym z dachu jednego z domów w wiosce. Były takie niezwykłe. Dziwne. Coś kazało mi przyjrzeć się im bliżej. Zrobiłam trzy kroki w przód.
Nagle, przede mną pojawił się Ron Weasley.
- O jejku, Ron. Mówiłam Ci, żebyś nigdy nie pojawiał się tak znienacka. - wykrzyczałam
- Przepraszam… - wydukał. - Musiałem Cię szybko znaleźć.
- A co, znudziło Ci się testowanie cukierków wywołujących czkawkę w sklepie Zonka?
- Skąd wiedziałaś? - zdziwił się.
- Już ja cię dobrze znam. - odparłam - Poza tym, widziałam jak dawałeś coś Malfoy’owi, a przecież jakieś pół godziny temu stałeś razem z Harrym i Hermioną przy kasie. Ile galeonów za nie dałeś? Czasem chciałabym zrobić taki numer Cho. Marzę, żeby czasem się przymknęła. - wyznałam, po czym lekko się zaczerwieniłam. Nigdy się tak nie zachowuję. Ludzie znają mnie jako tą miłą Twylę z Ravenclaw, ale nie wiedzą, że też jestem człowiekiem i potrzebuję się wygadać. No cóż. Takie życie.
- Wiesz, może lepiej chodźmy do pubu pod Trzema Miotłami. Nie wiadomo, kto nas obserwuje w tej chwili.
Złapał mnie za rękę, po czym teleportowaliśmy się tuż przed drzwi gospody. Bez wahania weszliśmy do środka. Było przecież tak bardzo zimno. Musieliśmy się ogrzać.
Uwielbiam to miejsce. Za każdym razem, gdy tu wracam, pojawia się uśmiech na mojej twarzy. Wracają do mnie te miłe wspomnienia. Pamiętam, gdy siedziałam przy jednym z tych stolików z moją siostrą. Tak bardzo mi jej brakuje. Niestety, nie ma odwrotu od Avada Kedavry… Zrobiło mi się bardzo smutno i zaczęłam płakać. To do mnie niepodobne. Mimo, że byłam dość wrażliwą osobą, bardzo rzadko zdarzało mi się uronić łzę. A co tam, leć sobie łezko. Może wtedy zrobi mi się cieplej na sercu.
- Poproszę dwa piwa kremowe. - zawołał Ron do Madame Rosmerty.
Usiedliśmy przy jednym z stolików.
- No dobrze. O co chodzi? - spytałam go.
- Sprawa jest dosyć poważna. - odrzekł. - Otóż, chodzi o to, że Ginny zaczęła się spotykać z Deanem. Co mam robić? - zdesperowany oczekiwał ode mnie jakiejkolwiek odpowiedzi, lecz ja próbowałam powstrzymać śmiech. Niestety, nie udało mi się.
- No co? - zdenerwował się, ale po chwili o mało nie spadliśmy z krzeseł. Wtedy właścicielka pubu przyniosła nam napój. Byłam bardzo spragniona, więc wypiłam go duszkiem.
- Myślałam, że to jakaś gorsza sprawa. - oznajmiłam.
- Jak to? To jest bardzo trudna sytuacja! Jak mam jej wytłumaczyć, że to zimny drań?!
- Dla ciebie draniem jest każdy, kto chociaż spojrzy na twoją siostrę. - powiedziałam chichocząc.
- Powinniśmy już wracać. Robi się ciemno. - zaproponował.
Tak też zrobiliśmy. Ubraliśmy nasze ciepłe kurtki, po czym wyszliśmy z gospody.
Idąc ulicą rozmawialiśmy na temat Dumbledora. Harry bardzo często chodził do jego gabinetu. Czy coś ukrywa? Czy nasz Wybraniec uzyskał wreszcie jakieś informacje? Wie już, jak zniszczyć Toma Riddle’a…?
Po pewnym czasie na naszej drodze spotkaliśmy dziwnego mężczyznę. Rozmawiał z jakąś kobietą. Miał na sobie czarną pelerynę. W ręku trzymał różdżkę, najwyraźniej z czarnego bzu. Chwila… czy to nie jest....
- ...czarna różdżka. - dokończył szeptem swoją wypowiedź, której niestety nie byłam w stanie wysłuchać.
- Ron… Czy myślisz o tym samym co ja?
- Jeśli masz na myśli to, że Dumbledore miał taką różdżkę, to tak.
Wszystko było jasne. Ktoś ukradł profesorowi jego różdżkę. Tylko kto? Do jakich celów czarna różdżka zostanie użyta? Co zrobi Dumbledore? Pozostaje mieć nadzieję, że to był ktoś z Zakonu Feniksa.
Niestety, moje przypuszczenia się nie sprawdziły.
Nagle Rona trafiło zaklęcie Cruciatus. Upadł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu. Serce biło mi jak szalone. A potem, widziałam już tylko czerwony promień lecący w moją stronę. Straciłam przytomność.
Nagle, przede mną pojawił się Ron Weasley.
- O jejku, Ron. Mówiłam Ci, żebyś nigdy nie pojawiał się tak znienacka. - wykrzyczałam
- Przepraszam… - wydukał. - Musiałem Cię szybko znaleźć.
- A co, znudziło Ci się testowanie cukierków wywołujących czkawkę w sklepie Zonka?
- Skąd wiedziałaś? - zdziwił się.
- Już ja cię dobrze znam. - odparłam - Poza tym, widziałam jak dawałeś coś Malfoy’owi, a przecież jakieś pół godziny temu stałeś razem z Harrym i Hermioną przy kasie. Ile galeonów za nie dałeś? Czasem chciałabym zrobić taki numer Cho. Marzę, żeby czasem się przymknęła. - wyznałam, po czym lekko się zaczerwieniłam. Nigdy się tak nie zachowuję. Ludzie znają mnie jako tą miłą Twylę z Ravenclaw, ale nie wiedzą, że też jestem człowiekiem i potrzebuję się wygadać. No cóż. Takie życie.
- Wiesz, może lepiej chodźmy do pubu pod Trzema Miotłami. Nie wiadomo, kto nas obserwuje w tej chwili.
Złapał mnie za rękę, po czym teleportowaliśmy się tuż przed drzwi gospody. Bez wahania weszliśmy do środka. Było przecież tak bardzo zimno. Musieliśmy się ogrzać.
Uwielbiam to miejsce. Za każdym razem, gdy tu wracam, pojawia się uśmiech na mojej twarzy. Wracają do mnie te miłe wspomnienia. Pamiętam, gdy siedziałam przy jednym z tych stolików z moją siostrą. Tak bardzo mi jej brakuje. Niestety, nie ma odwrotu od Avada Kedavry… Zrobiło mi się bardzo smutno i zaczęłam płakać. To do mnie niepodobne. Mimo, że byłam dość wrażliwą osobą, bardzo rzadko zdarzało mi się uronić łzę. A co tam, leć sobie łezko. Może wtedy zrobi mi się cieplej na sercu.
- Poproszę dwa piwa kremowe. - zawołał Ron do Madame Rosmerty.
Usiedliśmy przy jednym z stolików.
- No dobrze. O co chodzi? - spytałam go.
- Sprawa jest dosyć poważna. - odrzekł. - Otóż, chodzi o to, że Ginny zaczęła się spotykać z Deanem. Co mam robić? - zdesperowany oczekiwał ode mnie jakiejkolwiek odpowiedzi, lecz ja próbowałam powstrzymać śmiech. Niestety, nie udało mi się.
- No co? - zdenerwował się, ale po chwili o mało nie spadliśmy z krzeseł. Wtedy właścicielka pubu przyniosła nam napój. Byłam bardzo spragniona, więc wypiłam go duszkiem.
- Myślałam, że to jakaś gorsza sprawa. - oznajmiłam.
- Jak to? To jest bardzo trudna sytuacja! Jak mam jej wytłumaczyć, że to zimny drań?!
- Dla ciebie draniem jest każdy, kto chociaż spojrzy na twoją siostrę. - powiedziałam chichocząc.
- Powinniśmy już wracać. Robi się ciemno. - zaproponował.
Tak też zrobiliśmy. Ubraliśmy nasze ciepłe kurtki, po czym wyszliśmy z gospody.
Idąc ulicą rozmawialiśmy na temat Dumbledora. Harry bardzo często chodził do jego gabinetu. Czy coś ukrywa? Czy nasz Wybraniec uzyskał wreszcie jakieś informacje? Wie już, jak zniszczyć Toma Riddle’a…?
Po pewnym czasie na naszej drodze spotkaliśmy dziwnego mężczyznę. Rozmawiał z jakąś kobietą. Miał na sobie czarną pelerynę. W ręku trzymał różdżkę, najwyraźniej z czarnego bzu. Chwila… czy to nie jest....
- ...czarna różdżka. - dokończył szeptem swoją wypowiedź, której niestety nie byłam w stanie wysłuchać.
- Ron… Czy myślisz o tym samym co ja?
- Jeśli masz na myśli to, że Dumbledore miał taką różdżkę, to tak.
Wszystko było jasne. Ktoś ukradł profesorowi jego różdżkę. Tylko kto? Do jakich celów czarna różdżka zostanie użyta? Co zrobi Dumbledore? Pozostaje mieć nadzieję, że to był ktoś z Zakonu Feniksa.
Niestety, moje przypuszczenia się nie sprawdziły.
Nagle Rona trafiło zaklęcie Cruciatus. Upadł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu. Serce biło mi jak szalone. A potem, widziałam już tylko czerwony promień lecący w moją stronę. Straciłam przytomność.
♥♥♥
I jak, podoba Wam się?
Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie. Najciekawsze komentarze będą nagradzane punktami dla domów! Bardzo zależy mi na waszej opinii. Jutro dodam opowiadanie na bloga i na mój wattpad.
I jak, podoba Wam się?
Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie. Najciekawsze komentarze będą nagradzane punktami dla domów! Bardzo zależy mi na waszej opinii. Jutro dodam opowiadanie na bloga i na mój wattpad.
PS: podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe
Pozdrawiam,
~ Twyla z Ravenclaw
~ Twyla z Ravenclaw
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
♥Dziękuję za chęć dodania komentarza!
♥Można komentować anonimowo
♥Proszę nie pisać linków do swoich stron/blogów. Jeśli istnieje taka potrzeba, możesz poprosić udostępnienie twojej strony/bloga na naszej stronie na Facebook'u.